Czarne lustro – film inny niż wszystkie

You are here:-, Główna, Kultura, News-Czarne lustro – film inny niż wszystkie

Czarne lustro – film inny niż wszystkie

Według oficjalnych danych 63 proc. dorosłych Polaków nie czyta w ciągu roku żadnej książki, a ponad połowa społeczeństwa, nie sięga nawet po teksty dłuższe niż trzy strony. Sam fakt, że czytacie tę recenzję zamieszczoną na naszym portalu oznacza, że należycie do mniejszości. Chciałbym was w ten bardzo staroświecki sposób zachęcić do obejrzenia serialu „Czarne lustro”. Jeśli macie pod ręką swój telefon komórkowy i jego ekran  jest wyłączony, to weźcie go na chwilę do ręki. Czy widzicie swoje odbicie w czarnym lustrze swojego smartfona? Teraz wyobraźcie sobie, że to nie jest wasze odbicie tylko twarz waszej wirtualnej kopii. Serial brytyjski Czarne lusto, w niesamowity sposób opowiada o społecznych problemach, jakie mogą spowodować nowe technologie, szczególnie te wykorzystywane w komunikacji w paradygmacie nowych mediów. Najważniejsze wydają się jednak zagadnienia, które odnoszą się bezpośrednio do technologii  BCI oraz transferu umysłu. Serial został stworzony przez Charliego Brookera urodzonego w Reading miłośnika herbaty i satyryka, który stwierdził, że jego kolejny program będzie nawiązywać do najlepszych tradycji telewizyjnych antologii takich jak produkcja BBC “Tales of the Unexpected”. Pierwszy odcinek serialu został wyemitowany w 2011 roku, a obecnie możemy już oglądać na NetFlixie odcinku sezonu 4.  Nie będę opisywał ani treści poszczególnych odcinków, oprócz kilku, nie będę również zabierał głosu w dyskusji, który sezon jest lepszy, a który mniej, czytelników zainteresowanych rankingami i ocenami serialu odsyłam do licznych źródeł internetowych. Mnie najbardziej interesuje problem transferu umysłu, który występuje w wielu odcinkach serialu, w różnorodnych ujęciach.

O transferze umysłu przeczytasz tutaj.

Inny aspekt, tym razem socjologiczny, jest poruszany w odcinku Ludzie przeciw ogniowi (Sezon3 odcinek 5). Dotyczy on znanego problemu manipulacji i to globalnej manipulacji. Żołnierze w walce przeciwko rebeliantom, których w celu dehumanizacji nazywają szczurami, robakami, zamiast normalnej percepcji wzrokowej, otrzymują jej zmanipulowany substytut. To przykład ekstremalnej manipulacji, którą obserwujemy obecnie scenie politycznej, w walce pomiędzy różnymi partiami. Podstawą jest dehumanizacja przeciwnika aż do nawoływania do pełnej eliminacji fizycznej. Pamiętam słowa polityka, że jego przeciwnicy polityczni „będą skakać z okien i należy ich walić po głowie sztachetą”. To realność, a nie serialowa science-fiction. Serialowy bohater, żołnierz odkrywa prawdę dzięki awarii systemu. Czy my w realnym życiu też musimy czekać na awarię, aby odkryć prawdę? Odcinek San Jupitero (Sezon 3 odcinek 4) podejmuje jakże aktualny dzisiaj problem eutanazji. Jednak futurystyczna nowoczesna eutanazja i tajemnicze „przejście” do nowego życia w przestrzeni cyfrowej wygląda zgoła inaczej. Co wybiorą ludzie przyszłości – normalną, naturalną ludzką śmierć czy też dalsze „życie po śmierci” w przestrzeni wirtualnej? Hospicja oferują usługę – zamiast cierpienia związanego z umieraniem, tymczasowy transfer do wirtualnej rzeczywistości – tytułowego miasteczka San Junipero. Bohaterka odcinka młoda nieśmiała „okularnica” zaprzyjaźnia się z „super imprezowiczką”, która wszyscy znają. Możemy obserwować ich przygody w cyfrowej rzeczywistości, podczas kiedy w rzeczywistości obie kobiety umierają na śmiertelną chorobę w hospicjum.

Inny odcinek Zamknij się i tańcz (Sezon 3 odcinek 3) podejmuje również bardzo aktualny obecnie problem przemocy w internecie, który jednak kończy w rzeczywistości, realną przemocą. To już cyberterroryzm w czystej postaci, wykradanie prywatnych informacji z komputerów osobistych za pomocą złośliwego oprogramowania i szantaż przed ujawnieniem tych danych, Taka niby zwyczajna prosta codzienność, tylko tym razem cyberterroryści nie chcą pieniędzy, ale nieograniczonej władzy nad człowiekiem, nie trzeba zatem tranhumanizmu, aby zbudować cyfrowy totalitaryzm. Wersja próbna  (Sezon 3 odcinek 2 ) dotyczy, wydawać by się mogło neutralnego tematu, testerów gier komputerowych. Przecież gry VR ktoś musi testować, transfer umysłu to nie zabawa. W trakcie kopiowania może dojść do różnych awarii, a silnik gry tworzy scenariusza na podstawie odczytu układu limbicznego – zna „sumę wszystkich naszych strachów”. To wystarczy, żeby doprowadzić testera do granic wytrzymałości. A jak są obecnie testowane gry 3D? Czy mdłości, torsje i napady padaczki wliczono w cenę produktu? Czy jest to dla firm tylko koszt uboczny, tego zapewne szybko się nie dowiemy. W Czarnym muzeum  (Sezon 4 część 6 ) zderzymy się z problemem kary śmierci, tylko tym razem zupełnie innym. Co prawda pozostaje klasyczne krzesło elektryczne, ale publiczna kara śmierci powtarzana jest w nieskończoność, publiczność zabawia się zadając ból i cierpienie cyfrowemu skazańcowi. Tylko on czuje naprawdę – jego ból nie różni się od doznań realnego człowieka, ponieważ żyje on jako wirtualna reprezentacja. Jakie są granice ludzkiego okrucieństwa? To odwieczne pytanie dotyczące naszego człowieczeństwa. Przecież najważniejszy jest zysk, aby go osiągnąć ludzie przekraczają wszelkie granice i jaka może być za to kara?

Problem kary za wirtualne okrucieństwo  podjęty jest w odcinku USS Callister (Sezon 4 część 1). Bohater odcinka, psychopata odgrywa rolę wirtualnego dowódcy statku kosmicznego, jako wybitny informatyk stworzył on wirtualną grę opartą na kultowym komiksie z jego dzieciństwa – Kosmiczej załogi, prekursora komiksowego serialu Star Treek. Ludzie, a właściwie ich kopie z realnego świata, zamknięci w wirtualnej przestrzeni, są zmuszani do odgrywania scenariuszy gry. Nie mogą umrzeć, chociaż muszą przeżywać straszne doznania. Śmierć wydaje się dla nich wybawieniem, jedyna ludzka cecha, której nie oferują rzeczywistość wirtualna. Gdzie ona została, skoro nawet w przestrzeni wirtualnej ta prosta śmierć, ludzka, która kończy wszystko, nie może się pojawić? W Matrixie nic nie może się skończyć, musimy odgrywać swoją role w nieskończoność.

Najbardziej reprezentatywny dla całego serialu jest chyba odcinek specjalny Sezonu 2,  Białe Święta, (White Christmas) – wirtualny sędzia śledczy, przesłuchuje w nieskończoność podejrzanego w realiach przestrzeni wirtualnej. Symulacje pomagają mu odgrywać rolę kolegi, który krok po kroku odkrywa tajemnice przeszłości podejrzanego. Kara też jest wirtualna – przeżywanie w nieskończoność traumatycznych przeżyć – czy tak wygląda piekło? W filmie widzimy cyfrowego coacha, który pomaga podrywać dziewczyny, aparaturę do „wyłączania” małżonka, a wszystko dzięki Z-implantom zainstalowanym bezpośrednio w siatkówce ludzkiego oka. Można sobie również wyprodukować „osobistego asystenta” – obraz umysłu zamknięty w jajkowatym pojemniku przechowywany w „magazynie wspomnień”. Jest on skazany na konieczność nieśmiertelnego życia, nieskończonego powtarzania tych samych czynności – zaiste piekielny to obraz. Podobnie jak w kultowym Matrixie nie możemy odróżnić fikcji od rzeczywistości – ale to najmniejszy problem. Dużo ważniejsza jest konieczność powtarzania w nieskończoność tych samych czynności. A może my też odgrywamy w naszym życiu setki razy przeżyte wydarzenia? Jak w prozie Stanisława Lema, „Podróży siódmej” Dzienników gwiazdowych Ijona Tichego  bohater budzi się ciągle z koszmarnego snu, aby na jawie spotkać dokładnie te same sytuacje, jawa miesza się ze snem.

Bezczynność też jest karą,  bezczynność w nieskończoność…a my tak często narzekamy na zmęczenie nadmiarem zajęć, podczas gdy bezczynność potrafi być jeszcze gorsza. „Tylko daj mi jakieś zajęcie” krzyczy bohaterka zamknięta w jajkowatym przetrwalniku. Uwięzieni w Matrixie chcą robić cokolwiek, aby czuć się potrzebni. Człowiek, który nie czuje swojej wartości, jest niczym – tylko, że musi żyć i taka egzystencja bez chorób, bólu, śmierci i dążeń jest gorsza niż śmierć. Przypomina to trochę polski film animowany o przygodach Tytusa, Romka i Atomka (również oparty na kultowym komiksie Papcie Chmiela) Tytus, Romek i Atomek wśród złodziei marzeń, negatywny bohater filmu książę Saliga pozbawia ludzi marzeń, aby umieścić ich przetrwalniki na półce w wielkim magazynie. Zamiast marzeń i dążeń ludzie otrzymują dobra, w które mogą zaopatrzyć się w nieskończonym hipermarkecie. Problem zaczyna się jednak wtedy, kiedy wirtualna reprezentacja nie potrzebuje żadnych materialnych dóbr – świat cyfrowy to zabrane marzenia, skradziona tożsamość i nieskończona samotność. Bo trudno nazwać towarzyszy wirtualnej niedoli kolegami, partnerami. Jeśli tak ma wyglądać nieśmiertelność w wydaniu cyfrowej osobliwości, to ja pozostanę po stronie niedoskonałych, śmiertelnych i chorobliwych ludzi zbudowanych z bardzo delikatnego białka, które musi mieć jednolitą temperaturę 36,6 stopni Celsjusza i tylko w takich warunkach czuje się dobrze. Mam za to swoje marzenia, którymi na pewno się z Wami nie podzielę, bo ktoś jeszcze mógłby mi  je ukraść.

Grzegorz Osiński

Spodobał Ci się ten artykuł? Chcesz podzielić się swoją opinią? Jeśli tak, to daj znać poniżej,  napisz do nas na adres m.szetela(at)transhumanizm.edu.pl albo odwiedź nas na Facebooku.

2018-02-03T20:53:48+00:00
Przejdź do paska narzędzi