Globalne więzienie

dr Grzegorz Osiński

W Chinach działa system totalnej inwigilacji, gdzie każdy pilnuje każdego

Miłośnicy gier komputerowych, zazwyczaj młodzi ludzie, doskonale znają system nagradzania swoich osiągnięć w wirtualnym świecie dokonywany za pomocą punktów, specjalnych bonusów i większych możliwości, które pozwalają osiągnąć lepsze wyniki w komputerowych rywalizacjach.

Starsi zapewne mają w swoich portfelach plastikowe karty, na których zbierają punkty w nagrodę za zakupy w określonych sieciach handlowych lub na stacjach benzynowych. Punkty można wymieniać na konkretne towary, nagrody albo zniżki na określone usługi i produkty. Popularne są też nalepki i zdrapki, które otrzymujemy za określone zachowania konsumenckie. Takie systemy lojalnościowe są traktowane jako naturalny element rynku handlowego. Wyglądają one niewinnie i dopóki dotyczą tylko preferencji codziennych zakupów, przy odrobinie wysiłku mamy nad nimi pełną kontrolę. Stosowane świadomie przynoszą nam raczej same korzyści.

Dużo gorzej, kiedy podobny system zostanie wprowadzony na szerszą skalę i będzie dotyczył wszystkich naszych decyzji życiowych i zachowań społecznych.

Kontrola przez całą dobę

Wyobraźmy sobie sytuację, że chcemy pojechać na wakacyjny urlop nad Morze Czarne i w tym celu postanowiliśmy zakupić bilet lotniczy do Burgas. Znajdujemy odpowiednie połączenie lotnicze w sieci i przystępujemy do zakupu biletu. Niestety, na ekranie naszego komputera pojawia się komunikat: „Nie możesz zakupić biletu lotniczego, ponieważ Twój ranking zaufania społecznego jest za niski. Straciłeś punkty zaufania społecznego, ponieważ: wczoraj zaparkowałeś samochód w niewłaściwym miejscu, w zeszłym tygodniu umieściłeś obraźliwy wpis na temat swojego sąsiada na portalu społecznościowym oraz nie zapłaciłeś w terminie ostatniego rachunku za prąd”. Fikcja? Niestety nie. Taki system działa już w Chinach od czterech lat i jest ciągle udoskonalany i rozszerzany.

14 czerwca 2014 r. Rada Państwa Chińskiej Republiki Ludowej opublikowała zarys krajowego systemu kredytów społecznych, zatytułowany „Obwieszczenie Rady Państwa dotyczące wydania planu planowania i budowy systemu kredytu społecznego”. Chiński system kredytu społecznego znany jest na świecie pod swoją angielską nazwą Social Credit System (SCS). Jest to połączenie totalnej inwigilacji obywateli oraz kontroli przez państwo zachowań społecznych, sprzężony z komercyjnymi bazami danych oraz pełnym monitoringiem zachowań sieciowych.

Cele wprowadzenia takiego systemu były jednak bardzo szczytne. Chodziło o zmniejszenie deficytu zaufania w społeczeństwie chińskim. Częściowe uwolnienie zasad gospodarki w Chinach miało miejsce dopiero niedawno, dlatego większość Chińczyków nie ma jeszcze żadnej historii kredytowej. Banki nie wiedzą więc, na jakich bezpiecznych zasadach udzielać kredytu. Żeby pomóc systemowi bankowemu, państwo ustaliło punktowy system określający poziom zaufania. Poza tym w gospodarce chińskiej dominują przedsiębiorcy nieprzestrzegający podstawowych zasad prawnych, duża część produkowanych towarów to podróbki, a łapówkarstwo i nieuczciwość są plagą chińskiego rynku.

Zatem cele jak najbardziej właściwe, ale stosowane metody i ich konsekwencje to już zupełnie inne zagadnienie. Połączenie metod totalnej inwigilacji i możliwości algorytmicznej analizy zbiorów Big Data to bardzo niebezpieczny duet, o którym pisałem już w poprzednich artykułach publikowanych w „Naszym Dzienniku”. W Chinach istnieje sprawny system cenzurowania treści w internecie, niedostępne są amerykańskie i europejskie portale informacyjne i społecznościowe, a wyszukanie w sieci informacji np. na temat wartości chrześcijańskich jest po prostu niemożliwe.

System SCS ma osiągnąć pełną sprawność w 2020 roku i wtedy stanie się obowiązkowy dla wszystkich obywateli. Teraz jest już w pełni stosowany w dużych miastach i wybranych prowincjach, a jego moduły inwigilujące są ciągle modernizowane. Jednak nawet teraz system jest na tyle skuteczny, że od września 2015 do maja 2018 roku w Chinach odmówiono kilku milionom osób zakupu biletów na szybkie pociągi i loty krajowe oraz zagraniczne. Kolejne kilka milionów osób znalazło się już na czarnej liście, co uniemożliwia im korzystanie z usług i kredytów bankowych oraz znacznie ogranicza działalność handlową i gospodarczą.

Napiętnowani przez system

Najważniejsza, z technicznego punktu widzenia, jest integracja różnych baz danych zbierających informacje o obywatelach w sieci internetowej, w urzędach, szpitalach, bankach i komercyjnych firmach usługowych. Na ich podstawie SCS przelicza na punkty różne zachowania każdego obywatela oraz wylicza każdemu „ranking zaufania”, który jest umieszczany na publicznych portalach internetowych. Tam też są tworzone czarne listy osób, które nie osiągnęły ustalonego odgórnie odpowiedniego limitu punktów.

Punkty można uzyskać m.in. za działania społeczne, takie jak: segregowanie śmieci, kupowanie odpowiednich produktów, płacenie w terminie rachunków, korzystanie z oficjalnej oferty wydarzeń kulturalnych oraz obracanie się w towarzystwie osób z wysokim poziomem punktów. Szczególnie to ostatnie kryterium jest niezwykle kontrowersyjne, gdyż ingeruje bezpośrednio w życie rodzinne człowieka, zmusza do wyboru przyjaciół i znajomych, którzy wcale nie muszą prezentować zachowań, które akceptujemy, ale jesteśmy do nich zmuszani z powodów zupełnie od nas niezależnych. Ma ono na celu zniszczenie dotychczasowych więzi społecznych i zbudowanie zupełnie nowej społeczności składającej się z „dobrych obywateli” oraz podejrzanego marginesu.

Punkty są odejmowane za przestępstwa, wykroczenia, mandaty, opóźnienia w płatnościach oraz nieefektywne wykorzystywanie czasu. Zatem system sprawdza, ile czasu spędzamy na społecznie użytecznych czynnościach, takich jak praca, kolektywne zebrania i wydarzenia społeczno-kulturalne. Nie można zamknąć się w domu i odizolować od świata, będzie się to wiązało z obniżeniem rankingu. Jeśli spędzimy wiele godzin, grając w gry komputerowe lub przeglądając portale społecznościowe, to będzie to ocenione jako marnowanie czasu. Dodatkowo punkty zostaną odjęte, jeśli wystawimy nieprawdziwe recenzje sieciowe lub opublikujemy niewłaściwe informacje w sieci. Ocena tego, co znaczy „niewłaściwe”, należy oczywiście do nadzorców, czyli chińskich władz. Ujemne punkty otrzymamy też jako karę za posiadanie znajomych o niskim poziomie punktów SCS.

Zatem jeśli zachowujemy się niewłaściwie, to nie tylko obniżamy swój poziom SCS, ale również wpływamy na obniżenie rankingu członków naszej rodziny, przyjaciół i znajomych. To system wzajemnej kontroli, którego nie powstydziłyby się takie znane z przeszłości instytucje, jak KGB czy SB. Tyle że do inwigilacji i wymuszania zachowań nie trzeba teraz zatrudniać armii funkcjonariuszy, ale wystarczy stworzyć system, gdzie każdy pilnuje każdego.

Tresura własnych obywateli

Posiadacze niskiego rankingu SCS nie tylko stracą dostęp do kredytów bankowych, ale również będą mieli problem z wynajęciem mieszkania, uzyskaniem pokoju w hotelu czy też posłaniem dzieci do dobrej szkoły. Nie da się uciec przed systemem. Kiedy zamkniemy się w domu w gronie własnej rodziny, otrzymamy punkty karne za zachowania aspołeczne. Ucieczka na pustkowie w Chinach również nie jest możliwa, ponieważ trzeba uzyskać najpierw pozwolenie na przemieszczanie. A takie jest udzielane tylko osobom z wysokim rankingiem SCS. Zatem obywatele Chin są dosłownie tresowani w odpowiednich, narzuconych przez władze zachowaniach.

Francuski filozof i socjolog Michel Foucault w 1975 roku opublikował książkę „Nadzorować i karać. Narodziny więzienia”. Była ona skierowana przeciwko ówczesnej władzy francuskiej, którą uznawał za represyjną. Gdyby Foucault żył dzisiaj i obserwował wprowadzany w Chinach system, zapewne napisałby nową książkę, której tytuł mógłby brzmieć: „Nadzorować i nagradzać”. Żeby powstało totalne więzienie dla wszystkich obywateli, nie trzeba krat i izolacji. Wystarczy stworzyć odpowiedni system totalnej inwigilacji wykorzystujący najnowsze technologie.

To dopiero początek

Jeśli po przeczytaniu tego artykułu cieszymy się, że nie mieszkamy w Chinach, to przypomnijmy sobie niedawne głosowanie w Parlamencie Europejskim dotyczące dyrektywy o prawie autorskim, popularnie nazywanej ACTA2. To niewątpliwie początek stosowania systemu opartego na inwigilacji, który rozwija się doskonale na terenie Europy, wprowadzając coraz nowsze i sprawniejsze metody śledzenia i oceniania obywateli. Wolność, o której tak często mówią liberałowie, staje się coraz bardziej ograniczona, izolacja od narzucanego systemu jest właściwie niemożliwa.

Czy naprawdę jesteśmy jeszcze w stanie wybierać dobro zamiast koniunkturalnego dostosowywania do wymagań systemu? Gdzie w zamkniętych w skodyfikowane systemy i pilnowane przez paragrafy i algorytmy społeczeństwach znajdzie się miejsce dla prawdy i piękna? Na te pytania możemy odpowiedzieć tylko wtedy, kiedy zaczniemy się bacznie przyglądać działaniom polityków i chowających się w ich cieniu specjalistom od manipulowania zachowaniami społecznymi. Obecna sytuacja wymaga od nas aktywnych działań, sprzeciwu zarówno wobec inwigilacji, jak i narzucania systemów oceniających nasze postępowanie według sztucznych reguł, które ze sprawiedliwością i prawdą mają niewiele wspólnego.

Źródło: Nasz Dziennik

Dodaj komentarz