Modyfikowany Węgiel: sezon 2.

inż. Tomasz Majek

Najpopularniejsza na świecie internetowa wypożyczalnia oferująca filmy i seriale przez
ostatnie lata wyraźnie okazuje sympatię do produkcji science-fiction/cyberpunk. Pod koniec lutego
2020 na Netflixie otrzymaliśmy drugi sezon serialu Modyfikowany Węgiel. Główny bohater to tym
razem Anthony Mackie a za nim nowa obsada, w której znaleźli się między innymi: Simone
Missick (Trepp), Lela Loren (Danica Harlan) i Torben Liebrecht (Pułkownik Ivan Carrer). Z
wcześniejszej odsłony możemy pamiętać: Chris’a Conner (Poe) i Renée Elise Goldsberry
(Quellcrist Falconer).
Kolejna część opowieści dzieje się 30 lat po wydarzeniach z pierwszego sezonu na nowej
planecie zwanej Światem Harlana. Pewien Mat proponuje Takeshi’emu Kovacs (Anthony Mackie)
pracę w zamian za informacje na temat zaginionej ukochanej głównego bohatera. Quellcrist
Falconer, bo to o niej mowa, okazuje się być wrogiem numer jeden na Świecie Harlana. Kovacs
musi odnaleźć Quell i powstrzymać ją przed kolejnymi morderstwami Matów. Sytuacja komplikuje
się kiedy lokalna władza dowiaduje się, że Quell posiada coś, dzięki czemu infekuje wirusem
wszystkie cyfrowe kopie świadomości co w konsekwencji powoduje „prawdziwą śmierć”. W
międzyczasie, przeplata się wątek fabularny towarzyszącej Kovacs’owi S.I. o imieniu Poe.
Odnajdziemy w nim rozważania zaawansowanej sztucznej inteligencji nad człowieczeństwem.
Rozważania te motywowane są pamięcią o szczególnej osobie, którą Poe poznał w Bay City
(poprzedni sezon).
Na początek należy pochwalić twórców za to, że bardziej przyłożyli się do efektów
specjalnych. Ponadto, Świat Harlana został przedstawiony całkiem porządnie. I choć cyberpunku
jest nieco mniej to jednak sezon drugi zdaje się być bardziej wciągający i trzymający w napięciu niż
pierwszy. Obsada jest równie dobra co poprzednio, choć muszę przyznać, że Joel Kinnaman lepiej
się odnajdywał w głównej roli.
Jeśli chodzi o ogólne wrażenia z całości serii to zdaje się, że Altered Carbon wcale nie
zamierza chwalić transhumanistycznej nieśmiertelności. Od początku serial oferuje widzowi pewne
rozważania na temat moralności życia w owym uniwersum. Bohaterowie zastanawiają się czy
dusza stopniowo nie ulega degradacji wraz z kopiowaniem umysłu w kolejne powłoki. I choć stosy
korowe kuszą bohaterów nieśmiertelnością, to jednak niektórzy z nich decydują się na dobrowolną
„prawdziwą śmierć”.
W jednym z odcinków Quell mówi: „gdy stworzyliśmy stosy, uznaliśmy, że rozdzieliliśmy
ciało i umysł, ale prawda jest złożona”, „nasze ciało jest świadome, nasza skóra, kości, mięśnie

przechowują doświadczenia”. Powyższe cytaty ochoczo zapraszają do dyskusji nad świadomością. I
choć rozważanie o świadomości jest zbyt skomplikowane aby je w tej recenzji poruszać, to póki co
warto zaznaczyć, że umysł i ciało wspólnie tworzą człowieka. Jedno bez drugiego nie może żyć. A
czy stos korowy (z przechowywanym umysłem) ma szansę zaistnienia? Trudno powiedzieć mając
na uwadze, że stosy korowe to po części technologia wymarłej kosmicznej rasy, o której nic nie
wiemy.
Recenzując Modyfikowany Węgiel z punktu widzenia transhumanizmu, nie można pominąć
modyfikacji ciała, których w książce jak i serialu nie brakuje. W książce przeczytamy na przykład o
nawigacji satelitarnej w mózgu i oczach zastąpionych kamerą a w drugim sezonie ekranizacji nowa
powłoka głównego bohatera została zaprojektowana do użytku wojskowego, co oznacza nadludzko
szybkie zdrowienie, skrócony czas reakcji i pamięć mięśniową do walki wręcz.
Richard Morgan stworzył bardzo rozbudowane uniwersum, z którym każdy fan cyberpunku
powinien się zapoznać. W tej fascynującej, artystycznej wizji przyszłości jest bardzo wiele wątków,
którym można dłużej się przyglądać, dlatego warto serial obejrzeć.

Dodaj komentarz